Szukaj

NA MARGINESIE ŻYCIA - Stanisław Grzesiuk.

Przeżył wojnę, obozy koncentracyjne, głód, bicie i skrajnie wyczerpującą, nikomu niepotrzebną pracę. I kiedy wojna się skończyła, dopadła go gruźlica, z którą walczył tak samo zawzięcie, jak przed wojną z wyzyskiwaczami i cwaniakami czy w czasie wojny z okupantem. Niestety, tę ostatnią walkę przegrał.

Niebywały talent pisarski Grzesiuk udowodnił już przy pierwszej swojej książce, potwierdził go drugą, a przy trzeciej wspiął się na wyżyny literackie, na których zamierzał posiedzieć jeszcze bardzo długo. Plany pokrzyżowała choroba, którą Autor opisał w sposób równie zabawny, jak ubogie i trudne życie za młodu czy obozy koncentracyjne, w których przebywał w trakcie II wojny światowej.

Pobyt w sanatorium i wizja rychłej śmierci nie powstrzymała Grzesiuka od walki z chamstwem, arystokracją, wyzyskiem, uciskiem i zakazami czyli wciąż robił to, w czym był najlepszy. Mimo, iż stał się już dorosłym i statecznym mężczyzną, wciąż był królem życia i jak zawsze, stawał po stronie słabszych.


Przyjechał do sanatorium nowy pacjent. Miał bzika na punkcie zdrowia. Bladł, gdy ktoś powiedział, że jest chory, a uciekał biegiem, gdy ktoś w pobliżu kasłał. Szybko wszyscy się o tym dowiedzieli i kto tylko mijał się z nim na klatce schodowej lub korytarzu, dostawał raptownego kaszlu, a inni podpatrywali, jak ten kłusem ucieka. Na chrzcie otrzymał imię Paluszek.

Grzesiuk miał coś z gentlemana, ale zarazem bywał nieznośny i niemal wszystko zamieniał w żart. Potrafił stanąć po stronie słabszego, ale nie cierpiał mięczaków. Kochał kobiety i traktował je z należytym szacunkiem, ale potrafił im też zajść za skórę, jak mało kto. Miał w sobie tyle sprzeczności, że mógłby nimi obdzielić całą Warszawę. Może właśnie dlatego przyciągał ludzi jak lep na muchy. Miał w sobie naturalną umiejętność przetrwania, a problemy rozwiązywał sprytem, wykorzystując przy tym swoją ponadprzeciętną inteligencję. Mimo to, do końca życia pozostał warszawskim cwaniakiem, który "tanio kupi, drożej sprzeda", co też zgrabnie opisał w trzytomowej autobiografii. I choć nie był ani światowej sławy muzykiem, ani aktorem, politykiem, naukowcem czy bohaterem wojennym, to przyznać trzeba, że trylogia Grzesiuka, to jedna z najpoczytniejszych i najciekawszych książek literatury faktu. Każde wznowienie tej zdumiewającej historii to ogromne wydarzenie. A my (HL), jako wielcy i wierni fani Stanisława Grzesiuka i jego twórczości, jesteśmy szczęśliwi, że staliśmy się posiadaczami pierwszego wydania bez skreśleń i cenzury.


Właściwie to ja chyba jestem nałogowym alkoholikiem. Byłem przecież już kilka razy w sanatoriach i też piłem. Pijaki zawsze się oszukują. Nie piłem tyle co zawsze, ale codziennie trochę wypić musiałem.

"Teraz można już stwierdzić śmiało, że postąpiliśmy naprzód w skutecznej propagandzie sztuki koszenia nożem, strzelania pięścią w zęby i zaprawiania bykiem w ryło. Zwłaszcza ta ostatnia umiejętność znalazła w Grzesiuku swego rzecznika i piewcę. […] Ze szczególną łatwością może wcielić się w życie i nawet już widzę to misterium wcielenia: oto w bramie dla kurażu czterech młodzieńców wypija po ćwiartce spirytusu. Spirytusu, bo – jak słusznie zauważa autor – nie ma sensu pompować w siebie wody. A potem zaczynają się chuligańskie igraszki. […] Książka Grzesiuka nie tylko spowija w romantyczną aureolę różnego rodzaju bandycko-łobuzerskie wyczyny, nie tylko zachęca do łamania prawa, oszukiwania sądów i fałszywego świadczenia. Dla wszystkich tych postępków wynajduje sankcję ideologiczną. Prawda – mówi autor – że waliłem na ulicy w łeb każdego, kto nosił kapelusz. Prawda, że rabowałem i niszczyłem prywatne zbiory sztuki. Ale kto nosił kapelusze? Kto posiadał antykwaryczne kolekcje? Burżuazja! Walczyłem zatem o postęp społeczny? Walczyłem! Jestem zasłużonym weteranem. A mojego zaprawiania bykiem proszę nie lekceważyć. Był to zdrowy przejaw klasowego instynktu." - JAW (Janusz Wilhelmi), "Trybuna Ludu", 22 października 1959 -


"Grzesiuk utrwalił w tangu ludowym to, co bodaj w nim najważniejsze: pełne godności spowolnienie. Dostojeństwo. Jest w nim rytm kroków ludzi doświadczonych i nigdzie się niespieszących, przeciwstawiony jakby fertycznemu drobieniu frajerów. Grzesiuk, kiedy go poznałam w czerniakowskiej 'Sielance', był już poważnie chory, skarżył się, że głos mu nie brzmi. To prawda, w późniejszych swoich latach Grzesiuk bardziej recytował niż śpiewał, ale było w tym, niczym w bluesowych recytacjach starzejącego się Armstronga, to, co najważniejsze: wsłuchanie się w duszę ludzi, o których mu chodzi. Ludziom tym zaś chodziło o ochronę sponiewieranej dumy, o obronę przed frajerstwem i przemocą, o prawo do własnego świata 'na dole'. Grzesiuk w piosence, niczym Marek Nowakowski w prozie, podchodził do tego świata z wielką delikatnością, nikomu siebie nie narzucał ani niczego nie narzucał sobie. Nie starał się być katem, bandytą ani Czarną Mańką: 'Bezbłędnie referował'. […] Tak więc wielki wybuch tanga ludowego w końcu lat pięćdziesiątych – skończył się marnie. Grzesiuk po dłuższej chorobie zmarł, a pozostali artyści zostali zepchnięci na margines. Trochę też sami się zepchnęli. Ludowe tango zleksykalizowało się, strywializowało, i trwa u nas tylko w zwrocie: 'Pójść w tango'. Czy to nie smutne?" - Osiecka Agnieszka, "Szpetni czterdziestoletni", Warszawa 1985 -


"Piękno tej literatury polega na tym, że jest szczera i pouczająca, a przy tym świetnie napisana. Autor nie zabiegał o popularność i sławę, a mimo to stał się ikoną, z którą każdy Polak utożsamia się, chociażby w najmniejszym stopniu."

- Ivo Vuco | pisarz, recenzent -



Na marginesie życia to ostatnia część kultowej trylogii Stanisława Grzesiuka. Pisana pod koniec życia Autora, świadomego, jak niewiele czasu mu zostało.

Opowieść, bez której nie sposób zrozumieć barda warszawskiej ulicy. Przewrotny Los chciał zepchnąć go na margines życia, ale on do końca pozostał jego królem.

Stanisław Grzesiuk, pisząc tę książkę, wiedział, że umiera i nie ma już czasu. Wszystkie fragmenty, które wskazywano mu do poprawy, usuwał. Miał pomysły na nowe książki... miał umówione kolejne spotkania z czytelnikami...

Po latach tekst porównano z rękopisem i przywrócono fragmenty usunięte przez Autora i wydawcę przy pierwszej publikacji. Dopiero dziś poznajemy najbardziej osobistą książkę Stanisława Grzesiuka.


Czuję się jak wyrzucony wrak, nikomu niepotrzebny. Widząc i czując wokół siebie intensywność życia, sam znajduję się już tylko na jego marginesie.

STANISŁAW GRZESIUK (1918 - 1963).

Pisarz, pieśniarz, zwany bardem Czerniakowa. Urodzony w Małkowie koło Chełma. Od drugiego roku życia mieszkał w Warszawie, gdzie spędził dzieciństwo i młodość. W trakcie okupacji aresztowany i wysłany na roboty przymusowe do Niemiec, następnie do obozów koncentracyjnych. W lipcu 1945 roku wrócił do kraju; leczył się na gruźlicę płuc, która była konsekwencją pobytu w obozie. Autor autobiograficznej trylogii Boso, ale w ostrogach, Pięć lat kacetu, Na marginesie życia. Pochowany na cmentarzu wojskowym na Powązkach. Obok Stefana Wiecheckiego "Wiecha" zaliczany do grona najbardziej zasłużonych twórców kultury warszawskiej ulicy.



TYTUŁ: Na marginesie życia

AUTOR: Stanisław Grzesiuk

WYDAWNICTWO: Prószyński i S-ka

PREMIERA (tego wydania): 06/09/2018

LICZBA STRON: 384

OKŁADKA: Twarda

FORMAT:147 x 208 mm

ISBN: 978-83-8123-323-1


OCENA: 10+/10


ZAMÓW TERAZPRZECZYTAJ FRAGMENT





#stanisławgrzesiuk #namarginesieżycia #bosoalewostrogach #pięclatkacetu #wydawnictwo #prószyński #recenzja #powieść #autobiografia #skarpa #booklips #hultajliteracki

0 wyświetlenia

© 2018 Hultaj Literacki by Ivo Vuco. Proudly created with Wix.com

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now